Perfekcjonizm w pracy. Kiedy „wysokie standardy” zaczynają Cię niszczyć.
Aldona Frelik – Workplace Coach · Systems Thinker · aldonafrelik.com
Są ludzie, którzy oddają raport „wystarczająco dobry” i idą spać spokojnie.
I są ludzie, którzy o 23:47 nadal poprawiają jedno zdanie w mailu, bo brzmi „nie dość profesjonalnie”.
Jeśli pracujesz po angielsku, pewnie znasz to aż za dobrze:
- czytasz wiadomość pięć razy przed wysłaniem,
- odkładasz odezwanie się na spotkaniu, bo chcesz „dobrze ułożyć zdanie”,
- przygotowujesz się dłużej niż inni,
- po prezentacji pamiętasz głównie własne potknięcia.
Z zewnątrz wyglądasz na osobę odpowiedzialną i kompetentną.
W środku często działa coś zupełnie innego: napięcie.
Nie takie spektakularne.
Bardziej ciche, codzienne.
To napięcie, być może mówi:
„Nie mogę wypaść głupio.”
„Nie mogę popełnić błędu w pracy.”
„Muszę być przygotowany/a.”
„Muszę zasłużyć, żeby traktowano mnie poważnie.”
I właśnie dlatego perfekcjonizm tak często dotyczy ludzi inteligentnych, ambitnych i wysoko funkcjonujących zawodowo.
Nie dlatego, że chcą być najlepsi. Często dlatego, że bardzo boją się poczuć niewystarczający.
Perfekcjonizm rzadko wygląda jak perfekcja
To jedna z rzeczy, którą widzę najczęściej u profesjonalistów pracujących w środowisku międzynarodowym.
Perfekcjonizm nie zawsze wygląda jak świetna organizacja i idealne wyniki.
Czasami wygląda jak:
- prokrastynacja,
- przemęczenie,
- overthinking,
- trudność z podejmowaniem decyzji,
- blokada przed publikowaniem czegokolwiek,
- napięcie przed każdym spotkaniem po angielsku,
- syndrom oszusta,
- ciągłe poczucie, że inni są bardziej kompetentni.
Niektórzy latami myślą, że mają problem z dyscypliną albo pewnością siebie.
A problemem jest ten ciągły wewnętrzny alarm.
Dlaczego perfekcjonizm jest tak częsty u ekspatów i profesjonalistów pracujących po angielsku?
Bo kiedy pracujesz w drugim języku, bardzo łatwo zacząć mylić komunikację z własną wartością.
Nagle:
- akcent wydaje się „dowodem”, że jesteś mniej profesjonalny/a,
- prosty błąd urasta do rangi kompromitacji,
- płynność innych ludzi zaczyna Cię onieśmielać,
- zaczynasz filtrować każde słowo zanim je wypowiesz.
Wiele osób mówi wtedy:
„Muszę jeszcze popracować nad angielskim.”
Ale często problem nie leży w samym języku. Problem leży w tym, że mózg wszedł w tryb ciągłej samooceny.
I wtedy nawet bardzo dobra znajomość angielskiego nie daje swobody. Perfekcjonizm odbiera spontaniczność.
Perfekcjonizm bardzo często jest lękiem w eleganckim ubraniu
To może być niewygodne do usłyszenia, ale wiele osób nie buduje perfekcji z ambicji.
Buduje ją z lęku.
Lęku przed:
- oceną,
- krytyką,
- zawstydzeniem,
- byciem „niewystarczającym”,
- utratą kontroli,
- odrzuceniem.
Dlatego perfekcjonizm jest tak wyczerpujący. Bo nie chodzi tylko o dobrze wykonane zadanie.
Chodzi o poczucie bezpieczeństwa.
I to właśnie dlatego osoby perfekcyjne często:
- nie potrafią odpoczywać,
- mają trudność z odpuszczaniem,
- czują napięcie nawet po sukcesie,
- nie umieją cieszyć się osiągnięciami,
- stale przesuwają sobie poprzeczkę.
Na chwilę czują ulgę. A potem pojawia się kolejny standard do spełnienia.
Największy mit o perfekcjonizmie? Że pomaga osiągać więcej
Na krótką metę, czasem tak.
Perfekcjonizm potrafi zrobić z człowieka bardzo skutecznego pracownika.
Tylko że organizm nie odróżnia „ambicji” od chronicznego napięcia.
Jeśli przez lata funkcjonujesz w trybie:
- ciągłego kontrolowania siebie,
- nadmiernego analizowania,
- pilnowania każdego szczegółu,
- strachu przed oceną,
to ciało wcześniej czy później zaczyna wystawiać rachunek.
Często wtedy pojawia się:
- wypalenie,
- chroniczne zmęczenie,
- drażliwość,
- problemy ze snem,
- emocjonalne odcięcie,
- trudność z koncentracją,
- prokrastynacja.
I wiele osób jest wtedy zaskoczonych:
„Jak to możliwe? Przecież zawsze byłem/am tak zmotywowany/a.”
Problem w tym, że człowiek nie jest maszyną do osiągania wyników.
Dlaczego perfekcjonizm i prokrastynacja często idą razem?
Bo kiedy wszystko musi być idealne, mózg zaczyna traktować działanie jak zagrożenie.
To dlatego ludzie potrafią:
- godzinę pisać pierwsze zdanie,
- odkładać ważny telefon,
- unikać publikowania na LinkedIn,
- przeciągać wysłanie CV,
- nie odzywać się na spotkaniach mimo dobrych pomysłów.
Nie dlatego, że są leniwi. Tylko dlatego, że każda sytuacja zaczyna być obciążona zbyt dużą presją.
Perfekcjonizm bardzo często paraliżuje bardziej niż motywuje.
Co naprawdę pomaga wyjść z perfekcjonizmu?
1. Przestań mylić profesjonalizm z perfekcją
To coś, co wiele osób odkrywa dopiero po latach pracy.
Najbardziej szanowani profesjonaliści nie zawsze mówią perfekcyjnie.
Ale:
- komunikują się jasno,
- są spokojni,
- nie próbują udowadniać swojej wartości każdym zdaniem,
- potrafią być obecni, zamiast stale kontrolować siebie.
To ogromna różnica.
2. Naucz się tolerować bycie „wystarczająco dobrym”
To brzmi banalnie, dopóki nie spróbujesz tego naprawdę zrobić. Sama cos o tym wiem.
Dla perfekcjonisty wysłanie maila bez dziesięciu poprawek może być autentycznie stresujące.
Bo perfekcjonizm często nie jest nawykiem. Jest mechanizmem bezpieczeństwa.
Dlatego zmiana wymaga nie tylko mindsetu, ale też pracy z dyskomfortem.
3. Zauważ, ile energii tracisz na ciągłe monitorowanie siebie
Niektórzy ludzie są tak zajęci ocenianiem siebie podczas rozmowy, że przestają być obecni w samej rozmowie.
Analizują:
- swój akcent,
- ton głosu,
- słownictwo,
- reakcje innych,
- to, czy zabrzmieli wystarczająco inteligentnie.
To ogromne obciążenie dla układu nerwowego. I często właśnie dlatego komunikacja zaczyna brzmieć sztywno.
4. Oddziel swoją wartość od wydajności
To chyba najtrudniejsza część. Zwłaszcza dla ludzi, którzy przez lata byli nagradzani za osiągnięcia.
Ale jeśli Twoje poczucie wartości zależy wyłącznie od:
- wyników,
- produktywności,
- opinii innych,
- sukcesów zawodowych,
to odpoczynek zawsze będzie wywoływał poczucie winy.
A każdy błąd będzie wyglądał jak zagrożenie dla tożsamości.
5. Nie próbuj „naprawić siebie”
Wiele osób podchodzi do rozwoju dokładnie tak samo, jak do perfekcjonizmu:
- jeszcze jedna książka,
- jeszcze jeden kurs,
- jeszcze jedna certyfikacja,
- jeszcze jedna metoda.
Czasem największą zmianą nie jest stawanie się „lepszym”. Tylko przestanie życia w ciągłym napięciu.
Perfekcjonizm często wygląda dobrze tylko z zewnątrz
Ludzie widzą:
- profesjonalizm,
- wysokie standardy,
- dokładność,
- ambicję.
Nie widzą:
- zmęczenia,
- napięcia,
- przebodźcowania,
- ciągłej autocenzury,
- strachu przed oceną,
- życia w trybie „muszę bardziej”.
A to właśnie tam bardzo często zaczyna się wypalenie.
Można być profesjonalnym bez ciągłego udowadniania swojej wartości
I to jest moment, w którym wiele osób zaczyna odzyskiwać pewność siebie.
Nie wtedy, gdy stają się perfekcyjni. Tylko wtedy, gdy przestają traktować każdy błąd jak zagrożenie.
Kiedy zaczynają:
- mówić bardziej swobodnie,
- ufać sobie,
- komunikować się jaśniej,
- funkcjonować spokojniej,
- przestawać budować swoją wartość wyłącznie na wynikach.
To właśnie wtedy często pojawia się prawdziwa executive presence.
Spokojniejsza.
Bardziej autentyczna.
Bez ciągłego napięcia pod spodem.
Jeśli pracujesz po angielsku, funkcjonujesz w środowisku międzynarodowym albo chcesz rozwijać pewność siebie i komunikację bez ciągłego przeciążenia, wspieram profesjonalistów właśnie w tym obszarze.
Nie tylko w nauce języka, ale w sposobie, w jaki komunikują się, funkcjonują i pokazują swoją wartość w pracy. Zarezerwuj 30-minutową konsultację.