Konflikt w pracy. Dlaczego cisza nie zawsze oznacza spokój – część 2.
Aldona Frelik – Workplace Coach · Systems Thinker · aldonafrelik.com
„Nie każda bitwa jest warta stoczenia. Ale nie każdej da się uniknąć.”
Jest coś ciekawego w unikaniu konfliktów.
W przeciwieństwie do osoby eskalującej konflikt w pracy, osoba unikająca rzadko bywa postrzegana jako trudna. Częściej słyszy o sobie, że jest spokojna, rozsądna, dojrzała, profesjonalna. Taka, która „nie robi problemów”.
W pracy, unikanie konfliktów często wygląda jak profesjonalizm. Jak opanowanie. Jak dojrzałość. Z zewnątrz wszystko wydaje się spokojne.
Jednak spokój i brak konfliktu nie zawsze oznaczają to samo. I bardzo trudno jest zaadresować konflikt, który jest niewypowiedziany.
Coraz częściej myślę, że wielu z nas nie tyle unika konfliktu, ile dyskomfortu.
Czego naprawdę unikamy w konflikcie w pracy
Nieprzyjemnej rozmowy. Ryzyka rozczarowania kogoś.
Niepewności, jak druga osoba zareaguje. Ryzyka, że zostaniemy źle zrozumiani.
I właśnie dlatego milczenie zaczyna wydawać się najbezpieczniejszą opcją.
Mówimy sobie:
„Nie warto tego poruszać.”
„Może przesadzam.”
„Nie chcę robić dramatu.”
„Poczekam na lepszy moment.”
I warto tu zaznaczyć: unikanie nie jest cechą osobowości. To raczej strategia. Taka, po którą większość z nas sięga od czasu do czasu. Czasem pomaga. Czasem chroni.
Cena chwilowej ulgi w unikaniu konfliktu w pracy
Ale ma pewną właściwość. Za każdym razem, kiedy unikniemy konfliktu w pracy, możemy odczuwać chwilową ulgę. A ulga utrwala wzorzec. Następnym razem próg, który trzeba przekroczyć, żeby się odezwać, jest trochę wyższy. Milczenie staje się coraz łatwiejszą odpowiedzią, i z czasem, coraz trudniejszą do przerwania. Z systemowego punktu widzenia, nazwalibyśmy to „reinforcing feedback loops„. W psychologii ten sam mechanizm nazywa się wzmocnieniem negatywnym, i nazywa ulgę, która czujemy po uniknięciu czegoś nieprzyjemnego, i sprawia, że powtarzamy to zachowanie.
To mechanizm. Tylko warto pamiętać, że konflikt odłożony na później niekoniecznie znika.
Czasami wraca pod inną postacią. Rozdrażnienia. Wycofania. Zmęczenia. Coraz niższych oczekiwań wobec innych.
Albo nagle wypadnie nam z ust zdanie: „Tak naprawdę to przeszkadza mi to już od dawna.”
I w odpowiedzi usłyszymy: „Dlaczego wcześniej nic nie powiedziałeś?„
Może dlatego, że w naszym przekonaniu już powiedzieliśmy.
Nie słowami. Ale sugestiami. Nadzieją, że druga osoba sama się domyśli. Przekonaniem, że przecież to powinno być oczywiste.
I tutaj pojawia się coś, co wydaje mi się szczególnie ważne.
Wybierać spokój, czy utrzymywać spokój
Jest różnica między wybieraniem spokoju a utrzymywaniem spokoju za wszelką cenę.
Wybieranie spokoju brzmi mniej więcej tak:
„Możemy się w tej kwestii różnić.”
„Nie potrzebuję, żeby wszyscy się ze mną zgadzali.”
„Mogę to odpuścić.”
Jest w tym wolność. Jest w tym spokój. Zgoda. Ugruntowanie.
Natomiast utrzymywanie spokoju częściej brzmi tak:
„Nie wiem, jak druga osoba zareaguje.”
„Nie chcę nikogo denerwować.”
„Lepiej nic nie mówić.” Albo nawet żartujemy sobie: „Lepiej nie drażnić rekina.”
Z zewnątrz oba wyglądają podobnie. W obu przypadkach jest cisza, ale od środka to dwa zupełnie inne stany.
Cisza, która kosztuje relacje
Osoby unikające konfliktów często próbują chronić relacje. Nie chcą ich psuć. Milczą z troski, nie z obojętności.
Ale relacja, w której panuje niedopowiedzenie (a to inny wzorzec niż over-explaining, i o tym innym razem), staje się relacja niepełna operacyjnie. Ludzie mogą współpracować latami i jednocześnie nigdy nie dotkną tego, co naprawdę istotne. Nie dlatego, że im nie zależy. Tylko dlatego, że nie dali sobie, i innych, prawa.
Przecież, tyle osób narzeka na klimatyzację, która wieje wprost na nich. Poważny dyskomfort w pracy. A mimo to, zapytane mówią, że jest okay. Poza praca wyraźnie się skarżą, i w gruncie rzeczy są z tego powodu sfrustrowane.
I każdy z nas czegoś unika: trudnych rozmów, proszenia o pomoc, stawiania granic, feedbacku, przyznania, ze zmieniliśmy zdanie.
Pytanie, które warto sobie zadać
Może więc najważniejsze pytanie nie brzmi: „Czy powinienem się odezwać?” ani: „Czy lepiej przemilczeć?”
Może warto zapytać inaczej: Czy świadomie wybieram, żeby tego nie poruszać, czy po prostu się boję?
Bo to nie zawsze jest to samo.
I może dojrzałość w pracy nie polega na tym, żeby mówić wszystko albo unikać wszystkiego, ale w umiejętności rozpoznania, kiedy milczenie jest wyborem, a kiedy ucieczką.
Bo w pracy, cisza rzadko jest neutralna. Jest decyzją, która ma swoja cenę, nawet jeśli nie jest świadoma.
Najdroższe konflikty w pracy to te, które nigdy nie zostały nazwane.
To drugi z czterech wzorców, które najczęściej widzę w pracy z konfliktem. W kolejnych częściach przyjrzymy się tym, które eskalują zanim zdążą pomyśleć, i tym, które rozwiązują problem zanim ktokolwiek zdążył go nazwać.
Może następny krok nie jest wielki.
Nie musi to być trudna rozmowa z całym zespołem. Może to jedno zdanie, powiedziane jednej osobie, które od tygodni nosisz w sobie.
A jeśli zastanawiasz się, co dla Ciebie jest wyborem, a co ucieczką, to dokładnie to, czemu możemy się wspólnie przyjrzeć.
